Duże mieszkanie za nieduże (pieniądze)

Duże mieszkanie za nieduże (pieniądze)

Chcieliśmy zmienić mieszkanie a ponieważ jesteśmy oboje architektami postanowiliśmy podejść do tematu metodycznie i profesjonalnie od samego początku. Zaczęliśmy więc od rodzinnej burzy mózgów. Każdy z nas spisał na kartce jak miałby wyglądać jego przyszły dom i co dla niego byłoby w nim ważne.

 

Lista marzeń i potrzeb

Najszybciej wypunktowała swoje marzenia nasza córka i jej lista była dość krótka. Chciała duży pokój z własną łazienką i garderobą, który mogła by wreszcie urządzić po swojemu.

Nam poszło gorzej, choć przez lata mieliśmy dość sprecyzowane preferencje związane z mieszkaniem:

  • Duża powierzchnia – najlepiej przynajmniej 100m2, a przestrzeń dzienna (czyli pokój dzienny i kuchnia) około 60,
  • Kuchnia duża z miejscem na wielki stół, przy którym zmieściłaby się cała rodzina. Nie jest ona taka znowu wielka ale w małym mieszkaniu w bloku zmieścić przy wspólnym stole 12-15 osób to duży wyczyn. Jak wszyscy zbiorą się razem, to nie ma się gdzie ruszyć a wyłuskanie się od stołu jak kogoś wezwie natura wymaga iście akrobatycznych zdolności.
  • Kuchnia nie może być całkowicie odcięta od strefy wypoczynkowej. W naszym domu sporo czasu spędzamy w kuchni i to nie zawsze razem. Nie lubimy gotować w zupełnym odizolowaniu od reszty domowników.
  • Pokój dzienny – musi być duży i koniecznie z kominkiem. Musi się w nim znaleźć również miejsce do pracy (biurko z komputerem). Często pracujemy w domu ale praca ta nie wymaga całkowitego spokoju – bardziej zależy nam na byciu razem.
  • Nasza sypialnia nie musi być duża jednak konieczne jest miejsce na dużą szafę lub garderobę.
  • Druga łazienka dla nas i dla gości. Druga koniecznie, bo teraz ciągle okazuje się, że jak najbardziej potrzeba, to łazienka jest zajęta.
  • Pralnia i miejsce do suszenia prania, kącik do prasowania.
  • Kawałek przestrzeni, gdzie można by było ustawić bieżnię lub rowerek do ćwiczeń.
  • Warsztacik – pomieszczenie, w którym bezkarnie można by było śmiecić – malować, ciąć, szlifować itp.
  • Mały kawałek ogródka, w którym można by rozstawić grilla.

 

Spojrzeliśmy krytycznie na naszą, przydługą, listę marzeń i podrapaliśmy się w głowę. To będzie kosztować majątek – nie stać nas. Postanowiliśmy jednak nie patrzeć na to tak czarno i spróbować.

 

Pierwsze poszukiwania – lofty

 

Ponieważ nasze przyszłe mieszkanie miało być wyjątkowe od razu założyliśmy, że nie będziemy szukać go w blokach. Było wiadomo, że w żaden sposób nie spełnią naszych oczekiwań. Najpierw postanowiliśmy zgłębić temat mieszkań w loftach. Zawsze fascynował nas temat rewitalizacji starych fabryk, których w naszym mieście nie brakuje. Stoją i niszczeją a tyle przepięknych wnętrz można by w nich urządzić.

 

Nasze wyobrażenie o mieszkaniach w loftach było oparte głównie na wnętrzach tego typu podpatrzonych na „amerykańskich filmach”. Wszystkie lofty jakie oglądaliśmy za granicą to były wielkie przestrzenie z ogromnymi oknami, antresolami, stare ceglane ściany, proste deski na podłodze, stare meble stojące w idealnej harmonii obok wielkich współczesnych kanap, żeliwne słupy konstrukcyjne będące jednocześnie elementem dekoracyjnym. To było właśnie to – tanie, designerskie wnętrza, które można zaprojektować w dowolny sposób i cieszyć się na co dzień wolną przestrzenią.

 

Z zapałem zaczęliśmy przeglądać oferty deweloperów sprzedających lofty i bardzo szybko zapał uleciał z nas jak powietrze z przebitego balonika. Przeżyliśmy szok – stare fabryki zostały przez projektantów potraktowane jak zwykłe mieszkania w blokach. Małe, niemożliwe do sensownego zagospodarowania powierzchnie, w ekstremalnie wysokich cenach.

Stare pofabryczne mury, wielkie okna, często słupowa konstrukcja to nie jest dobra podstawa do tworzenia niedużych mieszkań (40-90m2). Rozumiemy, że takie było zapotrzebowanie dewelopera i chęć sprzedania jak największej ich ilości ale skutkiem takich założeń przynajmniej połowa mieszkań w łódzkich loftach przeznaczona jest dla góra 2 osób – prawie niezależnie od powierzchni.

Efektem podejścia „na siłę” do tematu jest sporo zaskakujących rozwiązań. Np. w mieszkaniach o powierzchni 60-80m2 brak sypialni z prawdziwego zdarzenia. Jednej sypialni (a co z pokojem/pokojami dla dzieci?) – projektant przewidział tylko ustawienie łóżka za zasłonką (sic!). Innym fascynującym rozwiązaniem jest np. doświetlenie całego mieszkania tylko jednym oknem (dużym to fakt, ale tylko jednym). Pojawiły się też (nawet nie wiemy jak je nazwać) maleńkie 9-10m pokoiki, umiejscowione w dawnych wieżach ciśnień, dodatkowych klatkach schodowych (?), połączone z resztą mieszkania wąskim przejściem. Może można by tam zrobić pokój odsłuchowy lub gabinet, ale przy braku sypialni to chyba rozwiązanie wyłącznie dla ekscentrycznego singla. Inną „niesamowitą niespodzianką” okazała się sypialnia w przeszklonym łączniku między budynkami – wyobrażacie sobie budzić się rano i zasypiać w oranżerii? Takie mieszkania oczywiście mogą być naprawdę fajne i nietuzinkowe ale nie nadają się dla rodzin z dziećmi.

Kolejną sprawą okazała się cena loftów, wcale nie mała a windowana jeszcze luksusowo wykończonymi przestrzeniami wspólnymi. Luksus to nie jest cecha charakterystyczna loftów. Może lepszym rozwiązaniem, niż okładanie klatek schodowych marmurami, byłoby dodanie po kilka metrów kwadratowych do każdego mieszkania, przy zachowaniu ceny i rozwiązanie ich z większym sensem?

 

Dalsze poszukiwania – rynek wtórny

 

Po tej porażce został już tylko rynek wtórny. Grzebaliśmy intensywnie w internecie. Na warsztat poszły zaniedbane mieszkania w starych kamienicach. Tu było w czym wybierać choć nie wszystkie mieszkania spełniały nasze oczekiwania. Pojawił się też problem lokalizacji – za żadne skarby nie chcieliśmy mieszkać w ścisłym śródmieściu. Niemal pół roku przeglądaliśmy różne oferty i robiliśmy projekty koncepcyjne jeden za drugim, aż w końcu…

 

Pojechaliśmy obejrzeć mieszkanie w maleńkiej, jednopiętrowej kamienicy. Parter o powierzchni 120m2 był potwornie zaniedbany. Mieszkanie niezamieszkane od 13 lat aż prosiło o pomoc. Stare okna, z niedziałającymi żaluzjami, puste pokoje (no nie, pełno w nich było pajęczyn, brrr…), zielska zarastające budynek od frontu, stara brama – jednym słowem masakra. Jednak nas to mieszkanie urzekło od pierwszego spojrzenia. Dodatkowym plusem były dwa pomieszczenia w suterenie wielkości w sumie prawie 50m2 i 250m2 ogródka (tylko dla nas). Natychmiast pomierzyliśmy całość i zabraliśmy się do kolejnego projektu. Tym razem zupełnie nie mieliśmy problemu z umiejscowieniem poszczególnych funkcji mieszkania w murach z 1937 roku. Znalazło się miejsce na wszystko co chcieliśmy. Duża kuchnia ze stołem na 12 osób połączona szerokim przejściem z pokojem dziennym (oczywiście zainstalowanie kominka w starej kamienicy to żaden problem), w naszej sypialni jest miejsce na dużą szafę, pokój córki (ponad 20m2) został wyposażony we własną osobną łazienkę, a w suterenie znalazł się warsztat połączony z pomieszczeniem technicznym, łazienka z pralnią i pokoik, który czasem będzie służył za pokój gościnny a na co dzień będzie w nim stała bieżnia i znajdzie się miejsce na deskę do prasowania. Obie kondygnacje połączą wewnętrzne schody.

 

Sprawa przyziemna czyli kasa

 

Pozostało podliczenie kosztów. Całkowity koszt inwestycji na zakup nieruchomości, remont, wyposażenie w meble i sprzęt agd z półki budżetowej ustaliliśmy na poziomie zakupu mieszkania w loftach o powierzchni 70-80m2 (bez aranżacji i wyposażenia). Podliczaliśmy kilka razy długie kolumienki cyfr i okazało się, że damy radę. Zadzwoniliśmy więc do pośrednika i zaczęło się…

 

Wydawałoby się, że kupienie mieszkania to nie jest wielki problem i będzie trwało najwyżej miesiąc. Ale nasz przypadek okazał się wyjątkowy (może nie tak bardzo?) a my nie mieliśmy w tym względzie żadnego doświadczenia. Na nasz nowy dom przyszło nam czekać jeszcze rok. Najpierw długo toczące się sprawy spadkowe, potem załatwianie naszego kredytu, a na koniec dokumenty konieczne do podpisania aktu notarialnego. Było tego tyle, że można by napisać o tym osobny artykuł. Teraz poszłoby nam sprawniej, bo wiemy już co i kiedy ale musieliśmy zapłacić „frycowe”.

Mamy nadzieję, że było warto. Zaczęły się prace remontowe…

Has one comment to “Duże mieszkanie za nieduże (pieniądze)”

You can leave a reply or Trackback this post.

Write a Reply or Comment

Your email address will not be published.